Kiedy Twoje maleństwo było jeszcze w brzuszku miałaś wrażenie, a wręcz pewność, że o porodzie, pielęgnacji, karmieniu i wychowaniu wiesz już wszystko. Szkoła rodzenia, tysiące przeczytanych poradników w końcu nie poszło na marne. Tymczasem po porodzie stykasz się z jakże szarą rzeczywistością o nazwie kryzys laktacyjny.

Tym pojęciem określa się stopniowe zmniejszanie się ilości pokarmu w piersiach na skutek stresu, zmęczenia czy huśtawki hormonalnej w organizmie kobiety. Najczęściej pojawia się w momencie, kiedy maleństwo kończy trzeci, szósty i dwunasty tydzień swojego życia.

Jednakże jeśli dziecko prawidłowo przybiera na wadze, nie jest płaczliwe i rozdrażnione, to naprawdę nie ma się czego obawiać. Natura tak stworzyła kobietę, aby była w stanie wyprodukować w piersiach tyle mleka, ile potrzebuje do najedzenia jej dziecko.

Każda mama musi wiedzieć, że kryzys laktacyjny ma prawo się przytrafić, ale szybko minie. Absolutnie nie jest sygnałem do tego, że czas kończyć z karmieniem naturalnym. Wielokrotnie świeżo upieczone mamusie popełniają katastrofalny błąd i podają dziecku mleko modyfikowane. Co prawda jest to sposób na zakończenie kryzysu laktacyjnego, ale również oznacza koniec karmienia piersią!

Najedzone sytą mieszanką mleczną maluch ściąga od matki mniej pokarmu. Organizm odbiera ten sygnał jako fakt, że dziecko ma mniejsze zapotrzebowanie na mleko, stąd produkuje go mniej. Aż do całkowitego zaniku.

Poza tym, niemowlęta którym podano butelkę mogą niechętnie ssać pierś, ponieważ ze smoczka pije im się o wiele łatwiej, bez jakiegokolwiek większego wysiłku.